Poznaj Niestygmatyków

Zdjęcie ilustracyjne | Savannah1969 | Dreamstime.com

Tomek, bez domu

Dom rodzinny opuściłem wcześnie, na temat tego co się w nim działo wolę milczeć...

Dom rodzinny opuściłem wcześnie, na temat tego co się w nim działo wolę milczeć… W wieku 14 lat rozpocząłem naukę w technikum chemicznym i zamieszkałem w internacie. W koń­cu lat 80-tych, kiedy rozstałem się z żoną, wynajęcie pokoju w rozsądnej cenie było łatwe, toteż szybko znalazłem własne „M”. Gorzej mi szło z wypełnieniem czasu, którego nagle nie miałem już z kim dzielić. Czas zabijałem w restauracjach i barach, a pieniądze, które zarobiłem „lokowałem” w alkoholu.

Nim się obejrzałem znalazłem się na ulicy i trafiłem do schroniska dla bezdomnych mężczyzn. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem, że „ma problem z alkoholem”. Przez cały czas jednak udawało mi się utrzymywać pracę, między innymi dzięki temu trafiłem do mieszkania wspieranego dla bezdomnych mężczyzn, które w Krakowie prowadzą bracia albertyni. Cieszył mnie własny kąt, ale nie na tyle, by pociąg do alkoholu minął. Kiedyś zdarzyło się, że trzy tygodnie piłem non stop. Było mi wstyd wrócić do mieszkania. Straciłem pracę. Wytrzeźwiałem jednak, wróciłem i szczerze powiedziałem dlaczego mnie tak długo nie było.

W tym czasie przyszedłem do Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. I trafiłem pod skrzydła pracownika socjalnego, który zaproponował mi udział w grupie „Zielona Mila”. Grupa ta skupia osoby bezdomne uzależnione od alkoholu. Przyjąłem zaproszenie, ale nie przypuszczałem, że ta grupa, aż tyle zmieni w moim życiu.

Równocześnie podjąłem terapię, dzięki której uświadomiłem sobie, że gdyby nie alkohol, byłbym w innym miejscu. Postanowiłem uporządkować swoje życie. Pracownik socjalny Dzieła skierował mnie do swojej koleżanki z dziełowego zespołu, która jest doradcą zawodowym. Wspólnie z panią Beatą napisałem CV i zacząłem szukać pracy.

Dni mijały, aż tu w pewien słoneczny wtorek odebrałem telefon z Dzieła, że jest dla mnie praca. Dziś pracuję w firmie, która zajmuje się pielęgnacją zieleni. Koszę trawę, grabię liście, a przede wszystkim wyrywam chwasty, których – jak w życiu nieszczęść – czasem za dużo się namnoży. Praca mi służy. Wreszcie czuje się za coś odpowiedzialny. Nie mogę obudzić się i powiedzieć: Dziś mi się nie chce. Trzeba wstać i działać.

Udział w „Zielonej Mili”, praca, spotkania z pracownikiem socjalnym, doradcą zawodowym i psychoterapeutą sprawiły, że zacząłem panować nad swoim czasem. Nauczyłem się planować, bo jak się umówię i dam słowo to muszę przyjść. Odkryłem przy tym na nowo czym jest pomoc. Kiedyś myślałem, że pomoc to znaczy iść i przynieść dwie siatki jedzenia. Teraz wiem, że pomoc jest wtedy, gdy człowiek przyznaje się do problemu i zaczyna chodzić do psychologa, pracownika socjalnego... Wtedy w życiu się zmienia. Dziś wreszcie jestem z siebie zadowolony i… marzę o kursie dla opiekuna osób starszych. Zawsze chciałem się temu oddać.

Bo człowiek to zawsze ktoś więcej...

Poznaj inne historie...