Poznaj Niestygmatyków

Zdjęcie ilustracyjne | Eakachai Leesin | Dreamstime.com

Kinga, bez domu

„Boję się, ale wchodzę w to!” – powiedziałam. Tak rozpoczęła się powolna przemiana mojego życia.

Z okresu mojego dzieciństwa najlepiej pamiętam długie godziny spędzone w lesie na zbieraniu jagód (sprzedając jagody zarabiałam na zakup ubrania). I to, jak dowiedziałam się, że dom w którym mieszkałam z rodzicami nie jest nasz i mamy się wyprowadzić. To był dla mnie szok. Mieszkaliśmy odtąd w przeróżnych warunkach, ale nigdzie nie czułam się bezpiecznie...

Kiedy przyszedł czas wyboru liceum, bez problemu dostałam się do tego o profilu plastycznym, od zawsze lubiłam malować. Czas spędzony w szkole średniej to były moje szczęśliwe lata. Potem zaczęły się schody, nie dostałam się na malarstwo i rok spędziłam w domu… to było ciężkich 12 miesięcy, miałam złe relacje z tatą… nauczyłam się „przepraszać, że żyję” i nie mieć potrzeb, najlepiej żadnych.

Potem spróbowałam znowu i dostałam się na studia. Skończyłam malarstwo w Krakowie. Jednak jeszcze w trakcie nauki zaczęłam się panicznie bać życia i tego, że sobie nie poradzę. I rzeczywiście wraz z otrzymaniem dyplomu mój czarny scenariusz spełnił się… zostałam oszukana przez właścicielkę galerii, w której pracowałam.

Bez pieniędzy i pomysłu na życie przemieszkałam dwa lata u znajomych, rzeczy trzymałam w depozycie. Do rodziców wracałam tylko na święta, ale nie przyznawałam się do tego jak wygląda moja sytuacja. Robiłam wszystko, by się utrzymać.

W końcu razem z kolegą zaczęłam wynajmować pracownie – on w niej malował, a ja mieszkałam. Wszystko dobrze, tylko w pracowni nie było łazienki i w ogóle wody. Mój dzień to było nieustanne kombinowanie gdzie i jak się umyć. Zapadłam na zdrowiu psychicznym, wstydziłam się zadzwonić do pracodawcy, bo wstydziłam się siebie...

Któregoś dnia zobaczyłam przyklejoną do drzwi kartkę z adresem Smoleńsk 4 pod którym mieści się łaźnia i pralni dla bezdomnych. Choć nie wyglądam, to jedną nogą już jestem na ulicy – pomyślałam i poszłam tam. Był to 2014 rok, chyba marzec. Ta kartka na drzwiach uratowała mi życie.

Z działu pomocy doraźnej trafiłam do działu socjalnego, potem zaproponowano mi pomoc psychologiczną. Pani Asia, psychoterapeutka zaproponowała mi terapię grupową, „Boję się, ale wchodzę w to!” – powiedziałam. Tak rozpoczęła się powolna przemiana mojego życia.

Po jakimś czasie otwarły się dla mnie kolejne drzwi – trafiłam do Dziełowego Centrum Integracji Społecznej, i dzięki temu wkrótce potem podjęłam pracę. Dziś od nowa uczę się żyć, jestem innym człowiekiem.

Bo człowiek to zawsze ktoś więcej...

Poznaj inne historie...